Nowości

Zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych. Część I: Imprezy taneczne

Poradnik praktyka

Dlaczego napisałem ten „poradnik” dotyczący robienia zdjęć w trudnych warunkach oświetleniowych bez lampy błyskowej? Odpowiedź jest prosta: bo jak sam zaczynałem robić tego typu zdjęcia i szukałem odpowiedniej wiedzy – niestety nie mogłem znaleźć kompleksowych informacji w tym temacie. Jeżeli są już jakieś artykuły, to rzadko traktują temat całościowo.

W swoim poradniku spróbuję bazować przede wszystkim na doświadczeniach własnych oraz moich koleżanek i kolegów „po fachu” by nie powielać tego co można wyczytać na innych forach lub obejrzeć na youtube. I mam nadzieję, że moje rady przydadzą się wszystkim rozpoczynającym przygodę z tego rodzaju fotografowaniem :)

Specyfiką imprez/ wydarzeń tanecznych, na których robię zdjęcia jest to, że:

  • obowiązuje na nich kategoryczny zakaz używania lamp błyskowych (by nie przeszkadzać tańczącym),
  • uczestnikom i organizatorom zależy na „atmosferze”, dlatego z reguły nie ma tutaj zbyt wielu źródeł światła, a jeżeli się pojawią, to najczęściej nie są one zbyt mocne lub dają światło w kolorystyce nie ułatwiającej robienia zdjęć,
  • można fotografować wyłącznie z zewnątrz sali, gdyż parkiet zarezerwowany jest dla tańczących.

Mówiąc krótko: nie jest łatwo. A czasem trzeba się naprawdę nieźle nagimnastykować, by zdjęcia nadawały się do publikacji z uwagi na ich techniczną jakość.

Zanim przejdę do głównej części mojego poradnika wymienię jeszcze klika zalet fotografowania bez lampy:

  • przede wszystkim fotograf nie przeszkadza tańczącym/ uczestnikom wydarzenia,
  • zdjęcia są ciekawsze, gdyż naświetlenie planu zależy od warunków na sali (nie występuje efekt „prześwietlenia” błyskiem w bliższej części kadru i niedoświetlania dalszej części pomieszczenia),
  • można fotografować „przez salę” (z oddali) długimi ogniskowymi,
  • można być bardziej kreatywnym, gdyż nie występuje efekt zamrożenia ruchu z uwagi na światło błyskowe,
  • kolory są bardziej zbliżone do panujących warunków oświetleniowych,
  • można robić zdjęcia seryjne, co ułatwia fotografowanie np. pokazów par tanecznych.

1. Generalne zasady robienia zdjęć na sali tanecznej

Jak zaczynałem swoją przygodę z fotografowaniem tańca nastawiałem się głównie na „szukanie emocji” u tańczących par i robienie takich jakby „portretów w ruchu”. Oczywiście nadal robię czasem tego typu zdjęcia, ale uważam, że przede wszystkim warto wpleść do zdjęcia także kontekst otoczenia, w którym znajdują się tańczący. Szerszy kadr (wychodzący poza zbliżenie na parę) często sprawia, że fotografowana scena jest dużo ciekawsza i trochę taka jakby z „zacięciem reporterskim”.

Fajnym trickiem jest też takie komponowanie zdjęcia, by obserwator miał wrażenie, że fotografia jest częścią większej całości – a sami fotografowani wychodzą gdzieś poza kadr :)

Oczywiście dobre zdjęcia pojedynczych osób (np. siedzących sobie w kącie) lub tańczących par są bardzo w porządku, ale takich zdjęć z imprez są tysiące (przynajmniej tangowych). Po co więc dokładać kolejne? Poza tym – dla tych, którzy nie są na ich uwiecznieni – są one najczęściej po prostu nudne.

Dużo zależy też od ogniskowej. Z dość krótką ogniskową (np. 35 mm) – można sobie pozwolić na zdjęcia w słabym świetle z stosunkowo niewielkiej odległości (w szczególności, gdy robimy na niskiej wartości przysłony). Ale od 85mm w górę raczej takie ujęcia nie wchodzą w grę. Jest ciemno, i przy bardzo małej głębi ostrości oraz stosunkowo długich czasach naświetlania bardzo trudno złapać ostrość w punkcie, który znajduje się bardzo blisko fotografa (i mieć nieporuszone zdjęcie).

Nie polecam także ulegania pokusie przypadkowego fotografowania tłumu. Czasem może się wydawać, że cyknięcie foty jak dużo ludzi jest na parkiecie – będzie ok. Ale z doświadczania wam powiem, że rzadko udaje się uchwycić w takim przypadkowym strzale jakąś fajną interakcję i zdjęcia robione w ten sposób są z reguły średniej jakości. Raczej polecam poszukać sobie jakiegoś punktu „zaczepienia” i na nim się skoncentrować. Sprawdza się to dużo lepiej niż robienie zdjęć na ślepo.

Dodam także, że jak się kończy dany taniec i ludzie schodzą z parkietu – pojawia się pokusa by strzelać foty tancerzom („bo jest zamieszanie i dużo się dzieje”). I czasem udaje się uchwycić coś fajnego, ale w większości w takich momentach zdjęcia wychodzą słabo. Można sobie zatem te momenty spokojnie odpuścić. Co innego jeżeli para dopiero skończyła taniec i sobie za niego dziękuje – z takich chwil wychodzą naprawdę dobre ujęcia (ale trzeba się naprawdę postarać, gdyż na czas by uchwycić taki moment jest bardzo krótki).

Warto też z reguły robić zdjęcia tzw. kuluarów (poza salą taneczną). Często dużo się w nich dzieje i bywa, iż zdjęcia wychodzą dużo ciekawsze niż te strzelone bezpośrednio na sali tanecznej. Poza tym zdarza się, że obszar poza parkietem jest dużo lepiej oświetlony niż sam parkiet, co ułatwia złapanie dobrych momentów.

Uważam też, iż warto fotografować przede wszystkim na stojąco. Zdjęcia z dołu (z przysiadu lub z krzesła) raczej nie wychodzą za dobrze. Czasem dla urozmaicenia można spróbować zrobić jaką fotę z góry (np. z parapetu), ale raczej sugeruję by był to wyjątek niż reguła.

I tu ważna uwaga dotycząca fotografowania profesjonalnych pokazów tanecznych na sali (podczas imprezy). Fotografowałem je z różnych kątów i… tutaj paradoksalnie najlepiej sprawdza się fotografowanie z pozycji siedzącej/ „kucającej” (czyli zupełnie na odwrót w porównaniu ze standardowym foceniem na imprezie). Żadne tam stanie, robienie z „góry”. Jak się chce cykną fajną, dynamiczną fotkę, to najlepiej z jakiś 70 cm – 1 m nad parkietem.

2. Praca ze źródłami światła

Zawsze jak jadę robić zdjęcia na evencie jako oficjalny fotograf – proszę o organizatorów o przynajmniej jedno białe źródło światła. Oczywiście na początku obiecują wszystko, ale finalnie często nie spełniają mojej prośby i muszę już na tym wydarzeniu eksperymentować.

Białe światło jest oczywiście najlepsze, ale oprócz niego dość dobrze sprawdza się jeszcze żółte. Kolory niebieskie, czerwone, filetowe i zielone to gwarantowany późniejszy koszmar w obróbce.

W każdym razie polecam znaleźć optymalne miejsce/miejsca poza parkietem, gdzie najbardziej „neutralne” światło najlepiej oświetla tańczących/uczestników. I tam najwięcej pstrykać. Ludzie z reguły przemieszczają się po sali, więc nawet robiąc zdjęcia z tego samego punktu można trafiać zmieniające się pary/układy taneczne. Jak mam do wyboru ciekawe miejsce do robienia zdjęć ale ciemne, albo mniej ciekawe i jaśniejsze – zawsze wybieram to drugie. Z ciekawego zdjęcia, na którym jest mega szum lub nic praktycznie nie widać i tak nic nie będzie.

Ponadto zawsze staram się tak ustawiać do zdjęć by maksymalnie dużo światła padało na twarze tańczących/uczestników wydarzenia (dzięki temu zdjęcia są po prostu o niebo lepsze). By to osiągnąć – źródło światła musi znajdować za fotografem. Robiąc na wysokich ISO – spada bardzo mocno rozpiętość tonalna zdjęć, dlatego późniejsze wyciągnięcie twarzy z cieni może być bardzo trudne lub nawet niemożliwe.

Czasem zdarza się też tak, że z „boku” sali nie ma żadnego sensownego źródła światła, które dobrze oświetlałoby (twarze) tańczących, ale jest za to np. lampa wiszącą z sufitu na samym środku, która oświetla tańczących od środka sali. Fotografując poza salą i używając krótkich ogniskowych jesteśmy wtedy z definicji skazani na porażkę (tańczący mają wtedy oświetlane twarze wyłącznie od centrum parkietu). W takim przypadku na ratunek przychodzą dłuższe ogniskowe, np. 85mm, 105mm lub 135 mm. Dzięki temu jesteśmy w stanie „przebić się” przez tańczących i fotografować osoby na środku lub nawet po drugiej stronie pomieszczenia, mając ten komfort, że twarze są doskonale widoczne na zdjęciach.

I na koniec tego punktu powiem jeszcze tylko, że jeżeli sala jest oświetlona wyłącznie za pomocą kiepskich kolorowych ledów (zdarzyło mi się z dwa razy), to późniejsza obróbka zdjęć bez lampy jest prawdziwym horrorem i mało co można z tego później odratować. Ale cóż – czasem nie ma innego wyjścia i trzeba focić w takich warunkach.

3. Trójkąt ekspozycji: przysłona, czas migawki i ISO

 Nie odkryję Ameryki, jak powiem, że:
– im mniejsze ISO tym lepiej (co do maksymalnego używalnego ISO limituje nas aparat),
– migawka też nie powinna schodzić poniżej pewnej wartości (jeżeli nie chcemy mieć ruszonych zdjęć).

Z przysłoną już nie jest to już tak oczywiste.

Ale po kolei… :)

Ja osobiście myślenie o zdjęciu zaczynam zawsze od migawki, a właściwie tego jak bardzo mogę sobie pozwolić na „zejście w dół”. Jak np. tancerze poruszają się wolno na parkiecie (tak jak ma to miejsce w tangu) – takie rozsądne minimum mieści się w zakresie 1/125 – 1/200. Jeżeli para lub tancerz wirują w tańcu to tutaj raczej potrzebne jest 1/500-1/800 (np. podczas pokazów lub w „szybkich” stylach tanecznych). I tego się przede wszystkim trzymam. Inaczej zdjęcia wychodzą poruszone, co całkowicie psuje ich jakość, a tym samym urok. Zrobienie zdjęcia częściowo w ruchu (np. nieruchoma postać i wirujące włosy lub spódnica) jest oczywiście możliwe, ale wymaga dość dużej wprawy i na początku przygody z tego typu fotografią będą bardzo trudne do osiągnięcia.

Jeżeli chodzi o przysłonę – jak robiłem zoomem 24-70, to najczęściej oscylowałem w zakresie od 2.8-3.5. Jak przeszedłem na stałki – to zacząłem robić od 1.6-2.2, co pozwoliło mi na znaczne zejście z wartościami ISO. Robiąc na tak dużym otwarciu przysłony pilnuję przede wszystkim jednej reguły – im większa ogniskowa – tym „strzelam” obiekt z większej odległości. Nie ryzykuję robienia na np. 85 mm zbliżeń pary tańczącej blisko mnie. Przy słabych warunkach oświetleniowych (+ utrudnionej pracy autofokusa) – naprawdę trudno jest dobrze trafić poruszająca się parę poruszającą się w odległości kilku kroków. Jeżeli strzelam z oddali to przy dłuższej ogniskowej mam gwarancję ostrego zdjęcia w miejscu, w które celuję autofokusem plus dostaję w gratisie całkiem przyjemny bokeh przed i za fotografowanym „obiektem”.

Jeżeli chcę mieć ostro uchwyconą tańczącą parę na dużym zbliżeniu, a warunki oświetleniowe na to pozwalają – to to używam tutaj przysłony o wartości min. 3.5, a najlepiej w okolicach 4-5.

A co do ISO? Wychodzi na to, że jest ono u mnie zazwyczaj wypadkową ww. parametrów. I niestety czasem musi pójść ostro w górę – w szczególności gdy focę bardzo szybkie tańce (np. niektórych odmiany balfolku).

Ale to mogłoby sugerować, że np. ustalam na manualu migawkę i przysłonę, a ISO pozwalam dowolnie przemieszczać się w zakresie AUTO. Paradoksalnie jest mi wygodnie inaczej – pracuję głównie na trybie preselekcji przysłony (tryb A), na którym ustawiam jej wartość i ISO, które według mnie jest najbardziej sensowne w danych warunkach. Staram się tak dobrać te paramenty, by migawka poruszała mi się w pożądanym dla danej sytuacji zakresie. Jakoś lepiej mi się tak pracuje (mam wrażenie większej kontroli nad zdjęciem) oraz pozwala przeskoczyć graniczne ustawienia AUTO ISO w aparacie (niestety czasem trzeba). Ale sposób podejścia do tego typu ustawień, to moim zdaniem – kwestia wyłącznie indywidualnych preferencji. Dodatkowo w tego typu zdjęciach (w odróżnieniu od zdjęć scenicznych) unikam korekty pomiaru ekspozycji w dół (by np. zyskać czas na migawce). Z moich doświadczeń wynika, że ze zdjęć zrobionych w miejscu, gdzie jest ciemno w praktycznie całym kadrze – szanse by później coś wydobyć z cieni są naprawdę nikłe. Z reguły trzymam się więc standardowego EV – zgodnego z pomiarem aparatu.

A co z stuprocentowym manualem? Był okres, że robiłem w ten sposób wszystkie zdjęcia w słabych warunkach oświetleniowych. Wynikało to raczej z potrzeby (aparat, który miałem przepalał na wysokich czułościach) niż z chęci bycia w 100% „profesjonalnym”. Generalnie jestem zdania, że aparat ma maksymalnie ułatwiać fotografowi życie, by ten mógł się bardziej skupiać na kadrach niż na walczeniu z „technikaliami”. Dlatego jeżeli aparat dobrze radzi są w trybie półautomatycznym, to warto z niego korzystać.

Oczywiście będę odradzał używanie pełnego automatu (który nie daje żadnej kontroli nad robieniem zdjęć), ale to chyba jest oczywiste dla każdego robiącego zdjęcia ciut więcej niż zupełnie amatorsko.

4. O autofokusie słów kilka

Tutaj dużo zależy od aparatu, którym robi się zdjęcia. Inaczej jest w przypadku lustrzanek, inaczej w przypadku bezlusterkowców.

Gdy robiłem zdjęcia lustrzanką – korzystałem głównie z trybu pojedynczego autofokusa (AF-S), gdyż autofokus ciągły (AF-C) średnio u mnie działał. Robiłem zdjęcia korzystając z punktów krzyżowych (czyli w praktyce używałem punktu w środku kadru, a później przekadrowywałem). Dodatkowo – najczęściej posiłkowałem się autofokusem grupowym (4 punkty), gdyż w ciemnych warunkach dawało mi to jakąkolwiek szansę na w miarę dobre trafienie ostrością dokładnie tam, gdzie chciałem.

W bezlusterkowcu (który obecnie posiadam), gdzie autofokus oparty jest na detekcji kontrastu i swoim „zasięgiem” obejmuje praktycznie cały wizjer, przekonałem się, że autokus ciągły (czy to w opcji pojedynczego punktu, czy też śledzenia ruchu) działa naprawdę dobrze. Nie ma też znaczenia miejsce, w którym próbuje się złapać ostrość (nie jest się skazanym na środek kadru jak w dużej części lustrzanek). I obecnie wszystkie foty na eventach robię używając tego trybu. Dodatkowo – tam gdzie się da (nie jest zbyt ciemno) – używam eye-focus’a, który zupełnie odciąża mnie od myślenia nt. łapania ostrości.

I jeszcze jedna rzecz na koniec tego punktu – osobiście jestem zwolennikiem przycisku autofokusa umieszczonego pod przyciskiem z tyłu body aparatu (zamiast pod spustem migawki). Jak raz się już do tego przekonałem – nie potrafię wrócić do standardowych ustawień. W szczególności, że  w trybie AF-C sprawdza się to znakomicie.

 5. Ustawienia aparatu

Jeżeli tylko się da – proponuję ustawić aparat (menu i przyciski) pod siebie. Znacznie ułatwi to Wam pracę. Moja propozycja dla Sony A7iii pod linkiem: http://ferfecki.com/wp/pl/konfiguracja-przyciskow-i-menu-aparatu-sony-a7iii-ilce-7m3/

6. Zdjęcia seryjne

Podejrzewam, że wiele osób może twierdzić, że prawdziwy fotograf powinien potrafić doskonale wyczuć moment i trafić tę właściwą scenę. Faktycznie może coś w tym jest, ale podczas pokazów – bez trybu zdjęć seryjnych bardzo trudno jest uchwycić „ten moment”. Lubię sobie ułatwiać życie, więc w takich przypadkach zdjęcia seryjne z reguły idą w ruch. Podczas standardowego focenia imprezy nie korzystam z reguły z tego trybu.

7. Trochę o sprzęcie… – czy ma on znaczenie?

Niestety według mnie ma. W ostatnich czasach aparaty bardzo mocno „poszły do przodu” pod kątem jakości obrazu i pracy autofokusa. I prawda jest taka – że jak mam do wyboru dwa równie ciekawe zdjęcia – wybiorę to lepszej jakości. Co często wiąże się z tym, że zostało zrobione lepszym sprzętem. No cóż…

Obiektyw: zoom czy stałki?

Zaletą zoomów jest to… że są zoom’ami. Można dowolnie robić przybliżenia lub w miarę potrzeby objąć większą część fotografowanej sceny. Ich wadą jest natomiast niższa jasność w porównaniu z stalkami i z reguły gorsze parametry techniczne (oczywiście jeżeli porównujemy zoomy i stałki tej samej klasy). Dodatkowo używanie zoom’a rozleniwia, gdyż można strzelać wszystko z tej samej pozycji. Stałki uczą kreatywności i wymagają częstego przemieszczania się po sali. Wychodzi to robionym zdjęciom z reguły na plus :)

Na początku swojej fotograficznej „kariery” robiłem zdjęcia zoom’ami – teraz już tylko stałki. I do zmoom’ów na razie nie wracam.

Wybór korpusu

Mówi się, że sam aparat nie zrobi zdjęcia. I jest w tym bardzo dużo racji. Jednakże w przypadku zdjęć robionych w miejscach, gdzie jest bardzo ciemno – aparat zaczyna mieć znacznie. Bez dobrego sprzętu nawet najlepsze kadry się nie „sprzedadzą” ze względu na słabą techniczną jakoś zdjęć.

W pierwszej (nieopublikowanej) wersji tego poradnika dość szczegółowo opisałem swoje doświadczenia z różnymi korpusami i wystawiałem swoją rekomendację. Ale doszedłem do wniosku, że nie chce mi się uczestniczyć w późniejszych dyskusjach ze zwolennikami różnych brandów. Więc po prostu wyciąłem ten podrozdział. Jakby ktoś chciał mnie szczegółowo podpytać o wybrany model – z chęcią pomogę.

Napiszę tylko, że z mojego doświadczania oraz popartego obserwacją moich koleżanek i kolegów – moim zdaniem najlepiej sprawdzają się tutaj aparaty pełnoklatkowe, które dobrze się sprawują w pracy na wysokich ISO. Z praktyki mogę powiedzieć, że optymalna matryca w tego typu aparatach do tego typu zdjęć, to najczęściej między 20-25 megapikseleli (chociaż nie jest to oczywiści wyłącznie jeden parametr, na który trzeba zwracać uwagę). Przy większych rozdzielczościach matrycy może pojawiać się częściej zbyt wyraźny szum (z którym trudno jest cokolwiek zrobić), przy niższych – utrudnienia w kadrowaniu.

Oczywiście przy wyborze aparatu warto także zwrócić uwagę na działanie autofokusa – w szczególności w słabym świetle. I w przypadku lustrzanek – mała liczba punktów krzyżowych w wizjerze może być znacznym utrudnieniem w przypadku robienia dynamicznych zdjęć.

Parę słów na koniec

Nie opisałem tutaj oczywiście wszystkich aspektów, które należy brać pod uwagę. Czasem też moje rady z uwagi na formę poradnika – są dość skrótowe. Ale mam nadzieję, że moje rady się przydadzą wszystkim, którzy rozpoczynają przygodę z tego typu fotografią.

W każdym razie – jeżeli ktoś z Was miałby dodatkowe pytania – zapraszam do kontaktu mailem lub poprzez Facebooka.

About SF (15 Articles)
Wkrótce...

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. Jak robić dobre zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych bez lampy błyskowej. Część II: Zdjęcia sceniczne - Ferfecki's blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.


*